Pomogła: 8 razy Wiek: 17 Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1086 Skąd: Mexico City
Wysłany: Pon Cze 18, 2007 09:18
Ej no dla mnie bomba i to wielka bomba
ja chce jeszcze ja chce jeszcze
_________________
"And all I know is I don't regret
That life has brought me here, where I am
And all I know is I don't regret
That life has brought me here, where I am"
Pomogła: 13 razy Wiek: 18 Dołączyła: 15 Kwi 2007 Posty: 1731 Skąd: Dzikie Pola
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 13:53
KoBeRkA14, spokojnie, mam nadzieje, że się doczekasz. Bo ja po tym odcinku mam wielką pustkę w głowie.
_______________________
W poprzednim odcinku:
Cytat:
Neska odeszła od biurka i legła całą sobą na łóżko śmiejąc się w głos... Przecież dziś jest sobota!
Cytat:
Tutaj był jego drugi dom. Jego własny drugi dom, daleki od egoistycznych rodziców, narzucanych reguł.
Cytat:
Rusałka Pawik odetchnęła głęboko i odrzekła... - Dwa dni wcześniej ugościłam tego Komara u siebie...
Cytat:
Usiadł naprzeciwko motocykla, jak naprzeciwko równego sobie i popił ostatnim łykiem herbaty, mówiąc w myślach... - No to gotowe... Spoglądając tym samym na południe Polski, której mapa wisiała obok...
------------------
N: Neska siedziała na wielkim, starym kamieniu ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dal. W dal tak odległą, jak odległa była dla niej Warszawa i ta nieznajoma postać chłopaka, dla którego wszystko było możliwe. Zielono-niebieska woda powoli płynęła w dół, zataczając raz mniejsze, raz większe zakola. Strumień niegdyś tak rwący i niebezpieczny dla kilkuletniej wtedy Neski, dziś wydawał się taki niepozorny, cichy, stanowczy. Jak władca dla swych poddanych, tak on pilnował, by każda istota w tym podwodnym świecie, miała zapewniony byt. Ojciec natury- tak na niego wołano.
- Nad czym myślisz?- zapytał motyl wyrywając tym samym dziewczynę z sennego amoku. Zamyślona Neska ocknęła się gwałtownie i odwróciła głowę w stronę owada.
- O niczym- wzruszyła ramionami. Była to istotnie prawda. Myśli jej bowiem krążyły bez celu, jak bez celu poruszają się białe obłoki, łącząc się w potężne kumulusy podczas wiatru. Gdyby teraz możliwe było wniknięcie w jej umysł zobaczylibyśmy pustkę. Pustkę tak obszerną i tak szeroką, jaką można sobie wyobrazić. Pustkę tak pustą, a zarazem tak pełną. Pełną ludzkiej, dziecięcej jeszcze trochę, fantazji, o tym co nieznane.
Słońce tymczasem wspięło się, jak po drabinie, wysoko nad ziemią, by swoimi promieniami dotknąć każdego. Dotknęło także i Mnicha, którzy skrzętnie notował coś w czerwonym zeszycie. Pochylił się nad mapą i jeszcze raz ogarnął wzrokiem całą przestrzeń.
- Jeszcze tylko uporam się z rodzicami i … - nie dokończył. Wizja nieskazitelnej, beskidzkiej przyrody i ciekawość świata zwyciężyła po bezkrwawym boju z rozsądkiem. Mnich zamknął powieki. Od pewnego czasu coraz bardziej lubił marzyć.
-Jak myślisz, jak jest w Warszawie?- zapytała Neska podnosząc głowę ku górze, by słońce mogło zostawić na jej twarzy trwały ślad. Piegi, bo o nich mowa, pojawiały się z szybkością światła i z taką też szybkością znikały w zimie. Czasami miała ochotę się ich pozbyć. Ale im częściej chciała, tym bardziej czuła się do nich przywiązana, gdyż stały się cząstką jej własnego ciała.
-Podobno jest tam głośno i brudno. Nie ma drzew, ptaków, zieleni. Kwiaty uwięzione w skomplikowanych kompozycjach nie oddychają zagłuszone wrzaskiem. Ludzie śpieszą się, zważają tylko na siebie, tratują małe, zagubione mrówki na chodnikach. Nie, to nie jest miejsce dla naszego gatunku- stwierdziła Rusałka poprawiając kolorowe, jak kolorowa jest łąka, skrzydła.
-Czyli w Warszawie nie ma motyli..- Neska westchnęła tak głęboko, tak smutnie, że motylowi zrobiło się jej żal.
-Obawiam się, że nie ma. Tam żyją tylko komary i ludzie, dla których my nie istniejemy- odparł owad wzbijając się ku górze.
-Do zobaczenia- wyszeptała i biorąc do garści kilka małych kamyczków rzuciła je do rzeki. A one tonęły, jak tonęły marzenia Neski w zielono-niebieskim strumieniu, tak niepozornym, cichym i stanowczym o wpół do pierwszej w południe.
-Idziesz z nami na spacer?- Mnich zwrócił się do swego przyjaciela. Komar uśmiechnął się do niego pokazując tym samym białe zęby.
-Oczywiście- odrzekł i po chwili siedział już na jego lewym ramieniu. Mnich pozwolił, by pies biegł nieco w przodzie, a on wraz z Komarem mógł wrócić do rozmowy. Rozmowy o tym, co odległe. Rozmowy o marzeniach.
_________________ Myslovitz na grudzień:
Deszcz zmyje z szyb brudny śnieg
Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem bardzo tego chcę
Zostawić wszystkich was
Szukam czegoś przez cały czas
Co zatrzyma mnie ...
Pomógł: 10 razy Wiek: 20 Dołączył: 01 Kwi 2007 Posty: 1987 Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Cze 23, 2007 00:29
Ok, dosyć wstępu, zabieramy się za akcję.
Dziś w nocy postaram znaleźć z godzinę czasu na następny odcinek.
[ Dodano: Sob Cze 23, 2007 00:28 ]
W poprzednim odcinku:
Cytat:
Usiadł naprzeciwko motocykla, jak naprzeciwko równego sobie i popił ostatnim łykiem herbaty, mówiąc w myślach... - No to gotowe... Spoglądając tym samym na południe Polski, której mapa wisiała obok...
Cytat:
-Jak myślisz, jak jest w Warszawie?
------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozjaśnione słońce przedzierało się przez drzewa, obrzucając swoim blaskiem suche liście, szyszki, leśny mech i szumiącą wodę w strumieniu. Zamyślona Neska gubiła swój wzrok w oddali horyzontu, śledząc tajemniczość swojej wyobraźni. Beskidzkie góry, porośnięte lasami łączyły się w jednym miejscu z rozpostartym niebem, po którym gnały wielkie obłoki. Wtem dziewczyna przyjrzała się rozległości oddali. Niby daleko - mnóstwo kroków stąd... A niby blisko. Na tyle blisko, aby ogarnąć je wzrokiem za jednym zamachem. To jest Ziemia, to jest świat. Bliskie góry, za nimi następne, a za następnymi następne. Już inne, w innym rejonie, w innej krainie.
Wtem Neska zamoczyła palce i przeciągnęła je po strumiennym kamieniu, wyślizganym wiecznie wezbraną wodą... Po czym zatrzymała je w jednym miejscu. Burzę myśli przerwał raptowny piorun idei. Idei, która krążyła wokół zamyślonej głowy pewien czas, po czym trafiła w samo sedno niepewności.
Wróciła do domu, do nasłonecznionego pokoju, do drewnianego biurka i kolorowego dywanu. Wzrokiem przecięła pokój. Plecak, szafę... kilka szuflad, blat biurka. Ręką sięgnęła po mapę Polski, którą rozłożyła na pustej podłodze. Polot marzeń i fantazji zapanował nad jej myśleniem...
Nagle po pokoju weszła jej mama i spytała dociekliwie: - Co tam robisz...?
Neska zakłopotanie zwinęła mapę: - Aaa... Bo... tam, takie mieliśmy... - Obiad zaraz będzie - Odrzekła jej mama i zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Neska złożyła mapę i położyła ją na biurku. W jej umyśle kołatały się myśli, przepełnione niezrównaną energią przygody... To byłaby przygoda... Przejść pół Polski, o własnych nogach...
Z biegiem czasu zaczęło się zmierzchać, a Mnich wrócił do garażu. Stanął naprzeciwko motocykla, przez chwilę topiąc w nim swoje marzenia, z których część dzięki niemu spełnił, część stoi wciąż przed nim. Jak w bilet, który skasował dawno temu, a mimo to rejs trwa nadal i będzie trwać jeszcze długo, wiodąc przez różnorodne trudności i przygody.
Nagle zwolnił motocykl z głównej podpory i wyprowadził z garażu. Cichą noc zakłócał jedynie dźwięk koników polnych na niedalekiej polance, a księżyc rozświetlał pustą drogę.
Iiiii...hihihihihihi....Wrrrymmmm..mm.m.m... Z rur wydechowych uniósł się zdmuchnięty kurz. Przed sobą tylko pusta, ciemna droga i latarnie... Tajemniczość nocnych tras motocyklowych, w których ciemna droga, rozświetlana przez światła ucieka, jak życie z każdą chwilą, rozjaśniając jedynie najbliższą przyszłość... Tą w obrębie przedniego reflektora. Dalej już niezmierzona ciemność i pustka... Nicość... Co w niej jest dowiem się dopiero, gdy stanę przed nią twarzą w twarz.
Mnich pognał przez pustą Warszawę, przecinając ją światłami pokładu motocykla, którego żagle wiodły go na wprost, przed siebie. Zatrzymał się na moście, nad wylotową drogą E77, która wiodła na południe kraju. Zgasił silnik, zsiadł z motocykla i oparł się o balustradę, topiąc wzrok w oddali. Latarnie rozświetlały trasę, którą przecinały połyskujące w nocnym świetle samochody... "Następnym razem już się w tym miejscu nie zatrzymam... ".
[ [i]Dodano: Sob Cze 23, 2007 01:33 ] (Autentyczne zdjęcie, przedstawiające motocykl Mnicha, oraz trasę przelotową E77 w Warszawie).
Neska kładąc się do snu, krążyła wzrokiem po pokoju, szukając ustronnego dla niego miejsca. Jej szkliste oczy odbijały najdrobniejsze skrawki światła, które wdzierały się szparami zasłon, a głębokie jak studnia źrenice topiły każdego, kto w nie spojrzał. Obok łóżka stał wierny plecak, z którym Neska odbyła niejedna wycieczkę po górach, odwiedziła niejedno miasto... Z czasem stał się swoistym przyjacielem, który w razie niepowodzeń, zawsze miał w sobie, jakąś dobrą radę. Leżąc na łóżku w cichym i pogrążonym w śnie domu myślała tylko nad jednym... "Jutro wyruszę w swoją przygodę... Choćby niebo miało runąć!"
Pomogła: 12 razy Wiek: 13 Dołączyła: 02 Paź 2006 Posty: 4307 Skąd: z plaży w Sopocie...
Wysłany: Sob Cze 23, 2007 12:23
Piękne.
_________________ po prostu! w ogóle! na pewno! naprawdę ! nie z czasownikami piszemy OSOBNO !
"A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? - spytał Krzyś ściskając Misiowi łapkę - Co wtedy?
-Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek - posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha to ten ktoś nigdy nie znika tylko siedzi gdzieś i czeka na Ciebie."
Moja niska frekwencja na forum spowodowana jest powrotem do szkoły. na szczęście przerwa bożonarodzeniowa trwa w tym roku 2 tygodnie.
Pomogła: 13 razy Wiek: 18 Dołączyła: 15 Kwi 2007 Posty: 1731 Skąd: Dzikie Pola
Wysłany: Wto Lip 10, 2007 16:53
Mnich się domaga, a mi jakoś pisanie nie idzie. Dlatego tak długo.
---------------------------------------------------------------------------
W poprzednim odcinku:
Cytat:
W jej umyśle kołatały się myśli, przepełnione niezrównaną energią przygody... To byłaby przygoda... Przejść pół Polski, o własnych nogach...
Cytat:
Latarnie rozświetlały trasę, którą przecinały połyskujące w nocnym świetle samochody... "Następnym razem już się w tym miejscu nie zatrzymam... ".
Słońce wdzierało się do maleńkiego pokoju na 3 piętrze. Oświetlało nie tylko wąski parapet, na którym leżał Komar. Promienie, po pokonaniu milionów kilometrów do jednego z warszawskich mieszkań, spoczęły na pewnej postaci. Postaci tak pochłoniętej swoją podróżą, że nawet nie zauważyła, jak szybko nastał ranek. Mnich, obleczony świetlistym okręgiem, wpatrywał się w atlas. Jego źrenice już po raz setny przemierzały trasę północ-południe, Mazowsze- Podkarpacie, Mnich- Neska. Ciężka to była droga. I choć dla niego, niemożliwość nie istniała, wiedział, że ta podróż do łatwych nie będzie należeć. Odsunął krzesło i wstał rozprostowując kości. Podszedł do odtwarzacza i włączył płytę. Nucąc jakiś smętny kawałek otworzył okno.
- Dzień dobry- zwrócił się do Komara- jak się dziś spało?
- Gdyby nie ta lampa, która świeciła się całą noc, to bardzo dobrze- odrzekł owad i wrócił do przeglądanej wcześniej gazety. Dla niego pomysły przyjaciela stawały sie coraz bardziej irracjonalne.
Neska ożywiona wczorajszym pomysłem nadal leżała na małym łóżku. Oczyma wyobraźni widziała siebie, jak samotnie, z małym plecakiem wyrusza w świat. Świat, który wydawał się jej tak odległy, a naprawdę znajdował się niecałe 330km w linii prostej. Leniwie wstała ze swego posłania i wyciągnęła duży karton, w którym znajdowały się pocztówki. Kartki te kolekcjonowała od dzieciństwa. Banalna to rzecz, a jednak, dzięki temu, potrafiła przenosić się w czasie. Jak David Copperfield znikać i pojawiać się wszędzie tam, gdzie spoczęły jej pragnienia.
-"Warszawa nocą" - przeczytała. Czerwone, zachmurzone niebo, wysokie wieżowce i miliard kolorowych świateł. Miasto obleczone tajemnicą, tak niewyobrażalną, jak niewyobrażalny zdawał się być ten chłopak o piwnych tęczówkach- I ja tam będę- przemknęło jej przez myśl, a kąciki ust mimowolnie powędrowały ku górze.
Mnich pojawił się w pokoju niczym z prędkością światła. Ale nie był to ten sam Mnich. Ten przyjazny, miły, z pasją, czasami filozoficznym podejściem. Z wściekłością zerwał mapę Polski ze ściany. Owa mapa, w swoim krótkim życiu zdążyła poznać jego wszelkie tajemnice wraz z najskrytszymi myślami. Co dziwniejsze nawet, często pomagała mu, pokazując drogę. Drogę tak prawdziwą i rzeczywistą. Drogę, którą tylko on był w stanie zrozumieć.
- Co jest?- zapytał Komar z troską w głosie. Stan, w jakim znajdował się Mnich, nie należał bowiem do wyśmienitych.
-A jak myślisz?- odparł- o to, co zwykle. Niezmiennie od 19 lat...
Komar westchnął cicho i przez otwarte okno wleciał do środka. Usiadł na biurku i ze współczuciem spojrzał w stronę przyjaciela. Odkąd pamiętał, relacje między rodzicami, a Mnichem nie należały do przyjemnych. Mijali się, kłócili, kłamali. Przykre to były zdarzenia. Bolały każdego i każdy miał ochotę się ich pozbyć, wymazać z pamięci, jak przy użyciu gumki, która ściera ołówek. Tym razem spór dotyczył kolejnej wyprawy, jaka miała mieć miejsce. I choć Mnich wiedział, że na jakąkolwiek podróż motocyklową nie dostanie pozwolenia, miał nadzieje, iż ten raz będzie inny. Jego dusza pozostawiona samotnie potrzebowała pocieszenia i wiary we wzajemne zrozumienie. Nie otrzymała jej. Jak zwykle. Był tylko krzyk ojca, krzyk Mnicha, krzyk zbolałych serc, które pragnęły powiedzieć jak bardzo zależy im na wzajemnym szczęściu.
Mnich lekko pogłaskał biało- czarnego kota, a jego źrenice zatrzymały się na ścianie. Na ścianie, gdzie jeszcze kilka minut temu, dumnie wisiała mapa.
- Co dzieje się z nami, gdy dostrzegamy, że ludzie, w których pokładamy nadzieje, zawodzą? - pomyślał, a oczy momentalnie zaszkliły się łzami.
Neska dopiła ostatni łyk soku bananowego i wyłączyła komputer. Wzięła do ręki wcześniej wydrukowane materiały, w których roiło się od informacji o pieszych wyprawach i ludziach pokonujących w ten sposób swe lęki. Odetchnęła głęboko i niepewnie zeszła do kuchni.
- Mamo, czy możemy chwilę porozmawiać?- zaczęła- chciałabym ci o czymś powiedzieć...
Podniecenie wypełniało każdą wolną przestrzeń w pokoju Mnicha. Na stoliku leżały równo poukładane dokumenty, z prawej strony zielony namiot, a tuż obok niego po brzegi wypełniona torba. Mnich pochylił się jeszcze tylko nad małą, żółtą karteczką i napisał:
" Wyjeżdżam. Wrócę za kilka dni. Odezwę się wieczorem"
Z półki zabrał łabędzia zrobionego z papieru i szczelnie skrył go w kieszeni kurtki. Tego samego, który pokonał z nim każdy zakręt, każdy kilometr, każde wspomnienie.
Od tego bowiem momentu, zaczęła się jego nowa, życiowa legenda.
_________________ Myslovitz na grudzień:
Deszcz zmyje z szyb brudny śnieg
Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem bardzo tego chcę
Zostawić wszystkich was
Szukam czegoś przez cały czas
Co zatrzyma mnie ...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
    Najlepsza rozrywka dla młodzieży w sieci!. Super włosy i fryzury tlyko u nas. Wybierz najlepszy telefon komórkowy, odtwarzacz mp4, prezent. Odchudzanie, jak szybko schudnąć?. Doładowania online, gry online. Najlepsze forum młodzieżowe w sieci. zarabianie przez internet, konkursy internetowe. gry, tapety, dzwonki na telefon, komórkę, java. Super muzyka, filmy, telefony za małe pieniądze. Młodzieżowe kosmetyki i uroda. Super ubrania, ciuchy, obuwie, buty. Załóż sobie forum, bloga. Wszystko dla nastolatków i młodzieży na naszym forum młodzieżowe .