Pomógł: 10 razy Wiek: 20 Dołączył: 01 Kwi 2007 Posty: 1987 Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Cze 15, 2007 18:04 Powieść Neski i Mnicha
Uznaliśmy, że warto je opublikować.
Neska:
Cytat:
poczekaj… coś widzę... Ale czy to deszcz? Och, chyba tak, zbliża się do mnie, aaaaa, a ja mam okno otwarte, o nie, zaraz będzie padać, nie, tylko nie teraz, jest coraz bliżej i bliżej, jeszcze 2 metry, 1m, 75 cm, 40 cm, 2cm, 1cm, BUM!!!!
Ugh, sorry fałszywy alarm, to komar był.
Mnich:
Cytat:
Komar niewielki w swym ogromie niezrównaną siłą i burzystym potencjałem z niepohamowaną prędkością, rozpędzony w przestworzach nieskończonej przestrzeni z hukiem uderzył w okno, wbijając się z trzaskiem swoją szpilą w szybę.
Zadrżały wielkie okna, zadrżała cała ziemia, zadrżała Neska, która zaczytana w pustym pokoju zerwała wzrok ze starej książki. Głuchy huk przestrzelił dom na wskroś, zbijając kurz ze starych zdjęć, ozdób, obrazów, wielkich, drewnianych szaf i starych karniszy. Nim jednak opadł z powrotem, w domu zawisła cisza niezbita najmniejszym szelestem przechadzającego się po szafie burego kota.
Na przekór obawom w ciemnym świetle błyszczącego wzroku, oczy Neski wyjrzały do sąsiedniego pokoju, gdzie ujrzały oszołomionego komara, wbitego kłujką w szybę. Delikatnym akcentem elegancji, zbliżyła się bezszelestnie do szyby okna, w której tkwił uskrzydlony stawonóg. Wielkie i głębokie oczy Neski przejrzały z bliska nieprzytomnego owada, który bezwładnie powiewał za oknem.
Wtem przechadzający się po sofie kot, potrącił czubkiem swojego ogona porcelanowego słonia, który upadł na podłogę i przerażającym trzaskiem rozbił się o drewnianą posadzkę.
- "Aaa!" Podskoczyła zamyślona Neska, wpatrująca się w uśpionego komara swoimi głębokimi oczami. Kot się zląkł i odskoczył, opierając łapy na szybie i tym samym zaćmiewając wzrok komara, który otworzył oczy.
- "ŁŁŁŁAAAAaaa" - wrzasnął komar w panice odpychając się skrzydłami. Trzymała go wbita w szybę jego iglica. Wzrok wielkiej Neski przerażał go niemiłosiernie a w głowie myśli kołatały się tylko w jednym punkcie. Uciec stąd!
Wtem Neska podniosła dłoń na wysokość komara w szybie i jednym ruchem palca... pyk... i komar odskoczył... odleciał... uciekł...
... deszczu nie będzie.
Neska:
Cytat:
Neska odwróciła głowę. Liczyła na deszcz. Było tak gorąco, że koszulka niemal przylepiła się już do jej ciała. Otworzyła szerzej okno i wychyliła się, by ujrzeć komara. Nie zobaczyła go, niestety. Niestety dla niej, stety dla komara. Ten po przykrych doświadczeniach, bez żądła wzbił się na wysokość strychu w jej domu i obserwował ją dokładnie. Intrygowała go ta istota. Istota przez która pozbawiony był najważniejszej części swojego organizmu, on jako komar bez szpili nie był prawdziwym stawonogiem. Nie mógł jej tego wybaczyć mimo, że to właśnie ona uratowała mu życie. Pragnął oddalić się jak najszybciej z tego tragicznego miejsca , ale jakaś niespotykana moc trzymała go w tym uniesieniu. I nie wiedział, czy to był brak sił, wzrok kota, który spowodował to najście, czy wreszcie sama Neska. Nie wiedział i nie chciał się dowiedzieć.
Neska tymczasem wygoniła kota z pokoju i ze smutkiem posprzątała okruchy jakie zostały po rozbitym słoniu. Łezka w oku aż się jej zakręciła. I to nie z powodu szkła jakie sobie wbiła w serdeczny palec, ale sentymentu jakim darzyła tą figurkę. Wszystko, co znajdowało się w jej zacisznym pokoju obleczone było pewną tajemnicą, tajemnicą, która znała tylko ona. Dlatego każda, nawet najmniejsza strata danego przedmiotu, wbijała małą igiełkę w jej serce. Musiała się z tym pogodzić. Musiała. Innego wyjścia nie widziała. Była tylko trochę zła na kota i na komara, no i na deszcz, bo ciągle nie padał, a tak bardzo tego chciała.
Wróciła do pokoju, zamknęła za sobą drzwi. Lubiła bardzo, gdy drzwi, jakiekolwiek drzwi, były zamknięte. Wiedziała, że w pomieszczeniu znajduje się tylko ona, ona i powietrze. Położyła się na łóżku, do ręki wzięła małą, kolorową poduszkę i otworzyła książkę na 246 stronie. Przeleciała pobieżnie tekst, by znów wczuć się w atmosferę bajkowego świata głównych bohaterów i już po chwili żyła ich własnym życiem.
Komar tymczasem, wbrew własnej woli, ostatni raz spojrzał na okno, gdzie tkwiła nadal część żądła. Podziwiał je z zachwytem. Nigdy nie przypuszczał, że ta szpilka jest tak ogromna. Uśmiechnął się w duchu. Tak, był dobrym komarem, statecznym, miłym, odważnym, najlepszym. I chociaż w tych cechach można było doszukać się pychy, on jej nie czuł. Kto zresztą ją czuje w obliczu śmierci? Wyciągnął swoją małą łapkę ukrytą pod lewym skrzydełkiem i lekko przejechał po szpilce. Poczuł ją ostatni raz, pierwszy i ostatni. A potem.... A potem odleciał wysoko, wysoko i nie odwracał głowy już nawet na chwile. Leciał i leciał. Do góry i w dół, w prawo i lewo. Czuł na swojej twarzy podmuch letniego wiatru, promienie słońca, wdział inne przelatujące owady. Czuł się taki szczęśliwy.
A kot cicho mruczał w kuchni, nie rozumiejąc całego zajścia. Jak to kot.
Mnich:
Cytat:
Zbłąkany komar przedzierał się przez bezkresne niebo, przestrzelone niemiłosiernym gorącem. Po skrzydłach jego spływał pot, miał wzrok wpatrzony w horyzont. Spór myśli, niczym odwieczna wojna dwóch nieistniejących krańców świata jak w potędze i ogromie swojego istnienia, spotkały się po obu stronach przepaści.
Tymczasem Ziemię okrył granatowy płaszcz nocy zasiany złocistymi gwiazdami. Bezkresne niebo sięgało od garści czarnej Ziemi, do nieskończonego ogromu wszechświata. Niewymiernego, niewyobrażalnego i niepojętego ludzką wyobraźnią kosmosu w którym każda kruszyna jest ogromem swojej wielkości a każde wielkie ciało niebieskie jest kruszyną potęgi wszechświata.
Pokój Neski rozświetlała stara lampa. Gdyby owa lampa mogła tylko mówić, opowiedziałaby nie tylko o powstaniach i walkach, ale o prostym życiu prostych ludzi w czasach, gdy elektryczne oświetlenie było mniej realne niż potwory w morzu. Neska darzyła sentymentem przedmioty, które na niego zasługiwały. Naftowa lampa, która pod blaszanymi osłonami skrywała tajemnicę swojego pochodzenia, była jednym z nich.
Neska leżąc na łóżku, zaczytana w bajkowy świat książki, żyła życiem postaci fikcyjnych, które w jej wyobraźni były równie prawdziwe jak kot, który w milczeniu przesiadywał noc w kuchni. Z wersu na wers, ze strofy na strofę... ze strony na stronę z rozdziału na rozdział... W jej wyobraźni czas płynął nieporównywalnie... Płynąłby tak nadal, gdyby nie ...pyk...
Szum fantazyjnych myśli Neski, splecionych fantastyczną powieścią w jednej chwili rozniósł się w pył i do świadomości doszła znudzona rzeczywistość. "Czy mi się zdawało...?", powiedziała bez słów we własnym zamyśleniu. Odłożyła książkę na stolik i podeszła do okna. Jej szklisto - głęboki wzrok przeszył teren podwórka...
Wtem z nieba zerwał się grzmot niebios, który ryknął jak głos Boga. Burza!
Wnet Neska odskoczyła od okna i wybiegła przed dom. Spojrzała w nocne, granatowe niebo, które zasłoniło się burzliwymi chmurami. W powietrzu krążył chłodny wiatr, który owiewał twarz Neski i rozwiewał jej włosy. Ptaki niecierpliwie krążyły na skraju pobliskiego lasu, przygłuszając szczek pas, który wołał sąsiadów, jako swoich opiekunów o nadchodzącej ulewie.
Wreszcie potęga nieokreślonego potencjału niebios zebrała się w jednym miejscu i siłą swego ogromu runęła ulewą w Ziemię. Spadające krople wielkości kciuka wzbiły hurgot metalowego dachu domu. Z rynien poleciały burzliwe strumienie. Ściana wody zasłoniła dom sąsiadów i stłumiła szczek psa, który z rozpędu wskoczył do budy. Ptaki kurczowo pochowały się w gniazdach a kot Neski uciekł pod dom, zatrzymując się na ceglanym ganku... Wtem przed drzwiami domu stała Neska. Deszcz spływał z niej, od czubka głowy, do samych stóp. Na to czekała całymi niemiłosiernie upalnymi dniami.
Komar jednak leciał z godziny na godzinę... z godziny na godzinę... wciąż kołatając się z burzą własnych myśli. Co się stało...? Jak teraz się utrzymam...? Zmęczony całonocnym lotem zatrzymał się na jednym z balkonów. Nie wiedział gdzie jest, nie wiedział, ile mu zostało... Ale nie miał siły już lecieć dalej. Usiadł na żelaznej balustradzie w zamyśleniu... Aż jego słuch przekuł znajomy głos... Wstał z balustrady i podszedł do okna...
Zmęczone palce zjechały z palisandrowej podstrunnicy gryfu gitary po ostatnich progach... Off... Na dziś koniec... I odstawił wiosło pod ścianę. W pokoju panował spokój i porządek. Wręcz pustka. Jednie talerz po kolacji na pustym biurku, gitara oparta o ścianę i kask motocyklowy na półce...
Komar opuścił skrzydła i odetchnął z ulgą... "Jestem"... Rzekł do siebie w myślach...
Neska:
Cytat:
"Jestem," nie tyle odnosiło się do bycia w miejscu, w którym od dawna chciał być. Odnosiło się do określonej twarzy, określonej burzy ciemnych włosów, określonych dźwięków gitary i odgłosów silnika w motorze. Był w swojej krainie, krainie, która kochała go tak bardzo i on ją również bardzo kochał.
Młody chłopiec, u którego zauważyć można było wyraźne rysy mężczyzny, usiadł na jasnym fotelu i wpatrywał się w swoje okno. Okno na świat. Okno, z którego można było dostrzec sąsiadów z bloku dalej, ich perypetię, a nawet z czego składał się posiłek dnia poprzedniego. Ale nie tylko ich obserwował. Patrzył również na jezioro i wsłuchiwał się w rechoczenie żab. Lubił słuchać. Lubił wszystko. Podróże, swój motocykl, gitarę, lubił nawet tego komara, który zadomowił się na stałe na jego brązowym parapecie. Stali się dla siebie tak bliscy, jak bracia, jak jedność. Często ze sobą rozmawiali. On, komar, od czasu do czasu również pies. Trzy różne pokolenia, trzy różne istoty, trzy odmienne stany, jedna całość.
Neska szybkim ruchem ściągnęła swoje klapki z nóg i wybiegła na środek swojego ogrodu., Chciała poczuć świat pod sobą, pod własnymi stopami. Piękne to było odczucie. Każdy kamień, każda glinka, każde źdźbło trawy, każda czerwona mrówka. Krople deszczu odbijały się od jej spoconego ciała. Letni prysznic, ziemisty prysznic, jej prysznic. Otworzyła szeroko buzię i pragnęła złapać do niej jak najwięcej kropel, spadających z nieba. To była jej modlitwa, synezja, to był jej czas. Wtem usłyszała trzask otwieranego okna i krzyk mamy:
-"Agnieszka, zgłupiałaś? Do domu!"- w tym głosie można było zauważyć nutę złości, rozczarowania, goryczy. Neska wiedziała, że rodzice martwią się o nią, chcą dla niej jak najlepiej, ale często nie byli w stanie zrozumieć tak prostych czynności. Prostych, a jednak tak trudnych, tak zwyczajnych, a jednak tak niezwykłych.
-"Już idę"- odpowiedziała z uśmiechem. Jeszcze tylko wzięła głęboki oddech, by w jej płucach tkwiło jak najwięcej tego deszczowego powietrza i wróciła do swojej suchej twierdzy.
Komar zmęczony po podróży, przystanął na parapecie. Wreszcie u siebie- pomyślał i odetchnął z ulgą. Wycieczka bardzo go wymęczyła. Jak każda, którą od czasu do czasu robił sobie, urozmaicając tym samym monotonne życie. Brakowało mu tych bloków, tego szarego chodnika, brakowało nawet żab i ich dźwięków, przy których zasypiał.
Mnich przycisnął czerwony przycisk pilota i wyłączył odbiornik telewizyjny. Nie chciał patrzeć na fałszywe twarze polityków i ich decyzje, które miały w sobie więcej złego niż dobrego. Powrócił do swojej malutkiej twierdzy. Stanął na środku pokoju, na kolorowym dywanie i przeczesał swoje włosy, zostawiając je w twórczym nieładzie. Podszedł do półki i przejechał palcami po czarnym kasku. Tak lekko, delikatnie, jakby bojąc się, że może to uszkodzić. Kask był dla niego jednym ze wspomnień po wielkiej podróży. Podróży, która zmieniła nie tylko jego życie, ale i przede wszystkim jego. Uśmiechnął się na moment, bo w jego głowie właśnie pojawiały się sceny z wyprawy. Jak w kalejdoskopie, jedna po drugiej, od najwspanialszej do jeszcze bardziej wspaniałej.
-"Wiesz co ci powiem komar- zwrócił się do owada - zazdroszczę ci tych skrzydeł, tego małego żądła, tego, że jesteś taki wolny"- westchnął i położył się na łóżku.
-Mnich, żądła nie mam, więc nie masz mi czego zazdrościć, a skrzydeł? Masz coś cenniejszego niż skrzydła, musisz tylko to dostrzec- odpowiedział stawonóg dotykając się automatycznie w bolące miejsce
-"Nie masz żądła? Komar, co ty gadasz? Co ci się stało?- zapytał zaciekawiony chłopak. Historia jego przyjaciela bardzo go poruszyła.
-" Leciałem na południe, gdy wtem zaskoczyła mnie straszliwa burza, straciłem kontrolę nad sobą....." - zaczął swoją opowieść. Mówił długo. O Nesce, o Beskidach, o tamtejszych żabach, drzewach, kwiatach i ludziach. Mnich nadal leżał na grubym, fioletowym kocu i słuchał. A kiedy słuchał, coraz bardziej zazdrościł, że nie było go razem z nim.
-'A psssik!' - Neska wydała z siebie dziwny odgłos i połknęła 2 tabletki na przeziębienie.- Pięknie, znowu jestem chora- przemknęło jej przez myśl i sięgnęła po kolejną już chusteczkę higieniczną.
Mnich:
Cytat:
Granatowe niebo przemieniło się w aksamitnie czarną noc pokrytą siecią gwiazd, która otaczała całą Ziemię. Od Nordkapu do południa Aftyki... Od Japonii do zachodnich Stanów. Nad każdym miejscem na ziemi była rozpostarta kartograficzna siatka nieskończonego wszechświata, którego nikomu żywemu nie jest dane zobaczyć jego drugi koniec.
Zmokła Neska owinęła się kocem i przysiadła na fotelu, przed kominkiem, popijając sok przygotowany przez jej mamę. W jej oczach odbijał się blask złocistego płomienia, który swoim płaszczem ogarniał brzozowe pachołki. Neska lubiła wpatrywać się w płomień. W liście ognia, które nieustannie układają się w innym kierunku i nie zgasną do czasu, gdy nie zabraknie im drewnianej pożywki.
Tymczasem Mnich śledził wzrokiem swoją wyobraźnię. Nigdy nie dopuszczał braku możliwości pomocy z jakiejkolwiek strony. Dla niego nie było rzeczy niewykonalnych, sytuacji bez wyjścia i problemów nie do rozwiązania. Wtem zakłócił ciszę pytając Komara:
- "Jak się podobały Beskidy?"
- Komar odwrócił uwagę od bolącego miejsca po kłujce... - "Co...?"
- "Podobno są tam świetne lasy, piękne widoki i krajobrazy... To prawda...?"
- Komar przeciął strzałą myśli o kłujce wspomnieniami i pięknymi widokami... "Żebyś ty widział to, co widziałem ja..."
- "Kiedyś zobaczę. Wtedy dopiero będziemy mieli o czym rozmawiać." Mnich uśmiechnął się lekko, prowokując uśmiech u Komara, który z chęcią go odwzajemnił. Zapomniał na chwilę o braku szpili, o obolałym ciele, o zmęczonych skrzydłach.
Dzień się dawno skończył a Mnich położył się na rozścielonym łóżku, mając przed sobą wielkie, otwarte okno, przez które z łóżka widać jedynie bezkresne niebo i czubki drzew. Kim jest Neska...? Myśli kołatały się po głowie... Aż w końcu myśli stanęły na jednym. Na zegarku było już po północy. Nie wstając z łóżka, Mnich wyciągnął rękę poklepując psa na dobranoc... aż wreszcie wyciągnął kości i poddał się snu
Wtem Nesce zaczęły kleić się powieki ze zmęczenia, aż wreszcie się skleiły a źrenice powędrowały w górę, chowając się pod łukiem brwiowym. W jej umyśle nastał okres wielkiej przestrzeni, kolorowych miast, galopujących koni i spadających gwiazd... Okres snu najbardziej nierzeczywistego, a tym samym najpiękniejszego... Chwili, w której głęboka wyobraźnia, polot i fantazja biorą górę nad racjonalnym myśleniem... Gdy zaczyna się śnić...
Neska:
Cytat:
Warszawę okrył ciemny płaszcz letniej nocy. Czarne niebo, chmury, deszcz, czarne ulice, domy, czarny pies przywiązany do drzewa. Czarny i zapomniany. Stolica zamilkła. Gdzieniegdzie można było dostrzec blask latarni oświetlających drogę do domu zbłąkanych podróżnych, mężów wracających po pracy do stęsknionych żon i dzieci, samotnych ludzi poszukujących zrozumienia. Nikt jednak nie zauważył jasnej łuny, która ciągnęła się główną drogą. Postaci, która na swoim motocyklu przemierzała dobrze znane uliczki. Mnich lubił takie nocne wyprawy. Wyprawy, gdzie był sam, a jego jedynymi kompanem stał się księżyc i gwiazdy. Często zastanawiał się, dlaczego tak bardzo lubi noc. Dlaczego wsiada na swój pojazd i przemierza bez celu tyle kilometrów. To była jego mała słodka tajemnica. Rozmyślał wtedy o tylu rzeczach, potrafił dostrzec, mimo ciemności, tyle przedmiotów, potrafił uchwycić na zdjęciach tyle miejsc. Miejsc, które rano nie miały już w sobie tej magii, nostalgii, smutku i żalu.
Neska tymczasem obudziła się dobrze po północy. Nie mogła zasnąć. Ból gardła przeszywał ją tak piekielnie, tak boleśnie. Nie spała, jednak powieki miała nadal zamknięte. Nie chciała ich otwierać. Wiedziała, że wtedy będzie musiała wrócić do rzeczywistego świata, w którym przemoc, zdrada, cierpienie łączyły się z radością i szczęściem. Wolała pozostać w swojej ukochanej krainie. Często w takich momentach używała wyobraźni. Człowiek pozbawiony marzeń jest tylko wrakiem. Nie wierzy, nie czeka, nie ma nadziei, miłości, bezpieczeństwa. Marzenia były dla Neski czymś najważniejszym. Ważniejszym niż wszelkie cudy, jakie spotkała na swej drodze. Marzenia pozwalały jej żyć.
Chłopiec ściągnął czarny kask ze swej głowy i cicho zamknął za sobą drzwi. Do tej pory dziwił się bardzo, że rodzice jeszcze nie zapytali go o te nocne przejażdżki. Widocznie rozumieli jego potrzeby, jego zmagania, jego życie. A jeśli i nie rozumieli, to przynajmniej pogodzili się z jego dziwactwem, jakie na pozór wydawać się mogło. Wszedł do kuchni i nalał herbaty do niebieskiego kubka. Czynność tę równie często powtarzał, jak wieczorną jazdę po ulicach Warszawy. Lubił być do czegoś przyzwyczajony. On- domator, często przebywający w domu, miał swoje określone miejsce w danej chwili. Potrafił to doskonale rozeznać. Po prostu, czuł tam gdzieś głęboko w sercu, że właśnie zbliża się moment, w którym będzie musiał znowu spakować granatową torbę i plecak i wyruszyć, by sprostać życiowej legendzie. Legendzie, która zawsze go zaskakiwała, a zaskakiwała dlatego, że nigdy nie miała końca.
-Jak było tym razem?- odezwał się zaspany Komar, zbudzony nagłym wtargnięciem Mnicha do pokoju
-Dobrze. Coś trzeszczy po prawej stronie, będę to musiał jutro z rana sprawdzić- odrzekł kładąc kubek z napojem. Drugą ręką tymczasem sięgnął po coś. To "coś" traktował jak świątynię, jak krzyżyk wiszący nad łóżkiem, traktował z takim szacunkiem jak drugą osobę.
-Gdzie tym razem?- zapytał Komar. Nie zdziwił go ten obraz. Przyzwyczaił się do jego niespodziewanych pomysłów, do jego niezrównoważonego charakteru. Mnich mu imponował. Zawsze wiedział, co chce robić, gdzie iść, jechać, co myśleć i czuć. On tego nie miał. A tak bardzo chciał mieć...Wiedział, że marzenia, choć tak piękne, mają jedną wadę, nie zawsze się spełniają...
-Jak myślisz- zwrócił się do przyjaciela- która droga będzie najodpowiedniejsza w Beskidy?
-Może krajowa 79?- odparł Komar poprawiając poduszkę
-79? Sam nie wiem... - westchnął i wskazującym palcem przejechał od Mazowsza aż po Bieszczady.... Dla niego każde marzenie, było w stanie się spełnić...
Wiek: 18 Dołączyła: 14 Cze 2007 Posty: 31 Skąd: daleko
Wysłany: Pią Cze 15, 2007 18:31
W końcu to zrobiliście! Toż to dzieło siostro kochana. Oj Adam mickiewicz w grobie się przewraca;) Gratuluje Afrodyciątu mojemu no i bardzo milemu panu mnichowi rowniez;) coż za erudycja;) buzki***
Pomogła: 13 razy Wiek: 18 Dołączyła: 15 Kwi 2007 Posty: 1731 Skąd: Dzikie Pola
Wysłany: Pią Cze 15, 2007 20:00
KoBeRkA14, podziękował, podziękował. W imieniu moim i Mnicha.
Kariatyda, no już dobra, nie ma się czym tak zachwycać. Dziękujemy za uznanie.
Cytat:
To jest dzielo roku! A nawet lat!
Może od razu wieku? Nie mierzmy tak wysoko. Opowiadanie czysto spontaniczne, tyle wystarczy.
Podziękowania należą się także Mnichowi, który podjął inicjatywę tego pisania, jakiekolwiek by ono nie było.
_________________ Myslovitz na grudzień:
Deszcz zmyje z szyb brudny śnieg
Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem bardzo tego chcę
Zostawić wszystkich was
Szukam czegoś przez cały czas
Co zatrzyma mnie ...
Pomógł: 10 razy Wiek: 20 Dołączył: 01 Kwi 2007 Posty: 1987 Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Cze 17, 2007 02:39
W poprzednim odcinku:
Cytat:
jasnej łuny, która ciągnęła się główną drogą. Postaci, która na swoim motocyklu przemierzała dobrze znane uliczki
Cytat:
Marzenia były dla Neski czymś najważniejszym. Ważniejszym niż wszelkie cudy, jakie spotkała na swej drodze.
Cytat:
Wszedł do kuchni i nalał herbaty do niebieskiego kubka. -Gdzie tym razem?- zapytał Komar.
------------------------
Znad horyzontu wyłoniło się jasne słońce, które nieśmiało zajrzało do pokoju Neski. Rozświetliło jej biurko, niewielką szafę, kolorowy dywan... W całym domu panowało nieskazitelnie czyste powietrze wpadające przez otwarte okno, a dźwięk koników polnych wdzierał się do mieszkania, roznosząc swój pogłos po całym domu. Nieskażone chmurami, czyste niebo rozpościerało się nad całym Podkarpaciem, prowadząc po sobie słońce, które z biegiem czasu rozjaśniło powieki śpiącej Neski.
Wtem zerwała się szybko z łóżka. Podbiegła do biurka, 8:00! Która!? 8:00...! Serce walnęło, jak oszalałe a pot ogarnął całe ciało. W nogach zrobiło się drętwo a głowę opętały potworne myśli... matma, fizyka... Gdzie...! Jak...! Najszybciej...! Przerażające, rozpędzone strzały pełne przerażenia wbijały się w świadomość, podnosząc poziom adrenaliny, a przed oczami tkwiły wskazówki zegara, skierowane idealnie, na godzinę ósmą... ósma... Ósma!!
Aż szaleńczy puls ustał, serce się uspokoiło, a skażone nienawiścią do szkoły myśli rozbiły się, niczym drewniana skrzynia, spadająca z klifowej skarpy na skaliste wybrzeże. Neska odeszła od biurka i legła całą sobą na łóżko śmiejąc się w głos... Przecież dziś jest sobota!
Tymczasem Wind of Change rozbrzmiewał z małego radia w garażu Mnicha, oddalonego 300 km od Neski. Dumny motocykl stał na samym środku, skierowany przodem ku wjazdowi, a dookoła były porozkładane przeróżne klucze, śruby, smary, oleje, szmaty. Przez drewniane okno wdzierało się usilnie słońce, które wewnątrz śmiało rozświetlało regały narzędziowe, starą gitarę i ściany, pokryte plakatami z wielkich podróży, chromowanymi Harley'ami i zdjęciami z własnych wypraw. Wszystko to pokrywał niewidzialny kurz tajemniczej i sentymentalnej atmosfery, która oddziaływała na wyobraźnię każdego, kto zjawił się w tym miejscu. Tutaj powstał pierwszy motocykl Mnicha, tutaj były próby pierwszego jego zespołu muzycznego... Tutaj był jego drugi dom. Jego własny drugi dom, daleki od egoistycznych rodziców, narzucanych reguł.
Wreszcie o podłogę głucho uderzył rezonator tłumika... To on tak wczoraj stukał - Rzekł Mnich do swojego psa, który leżał obok i przyglądał się z niezrozumieniem... Czarne od smaru ręce wyłoniły się z motocykla... - Przerwa. Idę się umyć i zjeść śniadanie... - Idziesz...? Rzekł do psa, który w zapale energii, poderwał się na cztery łapy.
W tym czasie Neska wcinała śniadanie. Lekko zamyślona spoglądała w okno patrząc, jak bąblaste bąki krążą nad klombem. Pamiętała dobrze Komara, który zeszłego dnia wbił się w jej okno. W myślach przywołała do pamięci jego wielkie oczy... Ciszę, spokój, chwilę zatrzymaną w czasie, gdy przestrzeliła go na wskroś swoim wzrokiem... I chwilę później, gdy już go nie było. Gdy została po nim tylko kłujka, wyrwana w afekcie przerażenia... Ciekawe, co się z nim stało... Pomyślała. Gdzie teraz jest, jak sobie radzi... Wnet Neska, z poczochraną po nocy głową, wybiegając z domu wskoczyła w sandały i poszła nad pobliski strumień. Woda sączyła się pomiędzy głazami wciąż zakręcając, to z lewej na prawą, to z prawej na lewą... Wciąż uciekając do niższego poziomu. Lekki podmuch szumiał w dzikim lesie a chlupoczący strumień spływał z Beskidzkich źródeł. Blask słońca przedzierał się pomiędzy drzewami i rzucał promienie na wciąż płynącą wodę, która iskrzyła się w błyszczącym odbiciu, ścigając się pomiędzy skałami.
W pewnej chwili, obok Neski pojawiła się zgrabna Rusałka Pawik, będąca jednym z najpiękniejszych motyli. Zniżyła swój lot i zagięła tylne części skrzydeł, po czym z kobiecą gracją, pełną esencji dostojności, spokojnie z lotu oparła się stopami o liść leśnej paproci, który się lekko ugiął pod jej puchową wagą. Jednym ruchem złożyła skrzydła, zaczerpnęła głęboko powietrza, po wszystkie kanaliki, aż z otuchą spokoju i spontaniczności skierowała się do Neski - Dawno Cię nie widziałam... - lekko się uśmiechnęła.
Neska opowiedziała jej historię Komara. Powiedziała o tym, jak wbił się w szybę i jak w przerażeniu złamał kłujkę... Chciała się czegoś o nim dowiedzieć... Czegokolwiek... Rusałka Pawik odetchnęła głęboko i odrzekła... - Dwa dni wcześniej ugościłam tego Komara u siebie... I opowiedziała jej o Komarze... o tym, kim był... i o Mnichu, którego Komar znał... od którego przyleciał i do którego chciał wrócić...
Brrrrwmmm... wrmmm... wrmm... bmmm... bwmm... W garażu Mnicha po kilku godzinach wzbił się z zakamarków stary kurz. Bas dwucylindrowego silnika uderzał równymi porcjami w dwa równoległe wydechy, pracując na wolnych obrotach... Po czym chłopak zgasił silnik... - No i załatwione. Będzie jeździć... Usiadł naprzeciwko motocykla, jak naprzeciwko równego sobie i popił ostatnim łykiem herbaty, mówiąc w myślach... - No to gotowe... Spoglądając tym samym na południe Polski, której mapa wisiała obok...
Wiek: 18 Dołączyła: 14 Cze 2007 Posty: 31 Skąd: daleko
Wysłany: Nie Cze 17, 2007 17:40
Mnichu drogi;) Czyli jednak odwiedzisz nesie:) Ależ to milo z twojej strony;)
moze ta wycieczka tez zaowocuje czyms niezlym:) w znaczeniu literackim znaczy sie;P pozdro
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
    Najlepsza rozrywka dla młodzieży w sieci!. Super włosy i fryzury tlyko u nas. Wybierz najlepszy telefon komórkowy, odtwarzacz mp4, prezent. Odchudzanie, jak szybko schudnąć?. Doładowania online, gry online. Najlepsze forum młodzieżowe w sieci. zarabianie przez internet, konkursy internetowe. gry, tapety, dzwonki na telefon, komórkę, java. Super muzyka, filmy, telefony za małe pieniądze. Młodzieżowe kosmetyki i uroda. Super ubrania, ciuchy, obuwie, buty. Załóż sobie forum, bloga. Wszystko dla nastolatków i młodzieży na naszym forum młodzieżowe .